RSS
piątek, 20 listopada 2009
Jeeesssień.... Jessssieńńń....

Nastała jesień, taka pełną gębą. Pamiętam, że kiedy byłem mały mama mówiła o takiej pogodzie, że 'psa by na dwór nie wypuścił'. W Irlandii nie dość że psy biegają to i ludzie jakoś dają radę, robią zakupy, wożą dzieci do szkół, wychodzą do pubów i w większości robią to co zwykle, tylko bardziej niż zwykle narzekają na pogodę.
Fakt, niektóre drogi zalane, rzeki wylewaja, kałuże przypominają średniej wielkości stawy, a deszcz pada pod każdym kątem (tak, poziomo też i do góry takoż, jak dobrze powieje).
Typowe esienne i zimowe obrazki.
Przez zalane ulice korki się w mieście tworzą jakich dawno tu nie widziano. Trzeba stać po 15-20 minut. Wiem, wiem, w porównaniu choćby z Warszawą czy Dublinem to żaden korek, ale tutaj, na naszej irlandzkiej prowincji sprawy wyglądają inaczej. Postój na światłach dłuższy niż 5 minut to już korek i powód do ponarzekania. Taki urok małego miasta.

Krótko mówiąc, zbliża się okres wieczornego siedzenia przy kominku, zawijania się w koce, spożywania duzej ilosci herbaty najlepiej z cytryną, generalnie wykorzystywania zaciszności własnego domu.
A zaciszny on bedzie coraz bardziej, bo powoli mówimy "STOP" zaopowiedzianym, a szczegolnie niezapowiedzianym wizytom w celach przeróżnych. Od poniedziałku zadziała coś, co ma roboczą nazwe "EPI-Centrum", miejsce gdzie będziemy wypełniali formularze, tłumaczyli, odpowiadali na listy i rozmawiali z ludźmi. I jednocześnie miejsce które będzie promowało Polskę, pokazywało że warto ją odwiedzić, że oprócz Krakowa i Warszawy są tam tysiące miejsc wartych zobaczenia.
Plany są szczytne i dzięki pomocy wielu dobrych ludzi mają szanse na realizcję.

A co z ostatnich wydarzeń? Poniżej skrót filmowo-zdjęciowy :)

Na potwierdzenie nastania jesieni Zuzka została zaopatrzona w twarzowy korzuszek

 

Czasami zupełnie nie-jesiennie wychodzi słońce i wtedy smigamy na spacer, czasami z Dagmarą

 

Przy okazji wizyty górali i obchodów Dnia Niepodległości Zuzka wykorzystała gustowny strój szlachcianki :)

A więcej o obchodach tutaj i tutaj. A po angielskiemu jeszcze tutaj.

Górale zagrali między innymi w Polskiej Szkole w Waterford

 

A w domu też mamy wesoło.

A to jakieś przedstawienie (scenariusz i reżyseria: Dagmara i Franek, oprawa muzyczna: Zuzka):

 

A to Zuzka poczyta coś fajnego:

 

I tak to u Futraków. Teraz będzie więcej czasu i więcej do poczytania.

Na koniec: Buziaki od Zuzaki!

wtorek, 27 października 2009
Jasiek i Stasiek
Urodzili się dzisiaj. Dzwonił rozemocjonowany szczęśliwy Tata Piotrek!
Cieszymy się z Wami! :)
*
A teraz wiadomość klamra - łącząca te wydarzenia :)
W niedzielę urodziny miał także nasz proboszcz ks. Emil, czyli ten sam dzień co Franek, no a że jest bratem bliźniakiem to łączy się z chłopakami Sirkorkami :)
Brat bliźniaczy księdza też jest księdzem.

Ech, teraz to będzie CZAD!!!
Jubilaci są wśród nas

Jakże tez czas zasuwa... nie do wiary, że już ponad tydzień minął a my nic nie pisaliśmy. Tydzień cały, w zasadzie nic szczególnego się nie wydarzyło, w zasadzie siedzieliśmy w domu, w zasadzie robiliśmy tylko tyle co zwykle. W zasadzie jak zwykle na wiele rzeczy i dla wielu ludzi tego czasu zabrakło.

Przyjechała i wyjechała Gosia, koleżanka Iwki. Pogadały dużo, przechodziły całe miasto wzdłuż i wszerz, obejrzały każdy lumpeks po kilka razy. To był drugi raz Gosi u nas, miejmy nadzieję, że nie ostatni. Nie to, żebym tęsknił za włoską kuchnią, ale muszę przyznać, że taki jakiś spokój wprowadza w nasze czasami zbyt rozdergane życie. Spowalnia nas, ale w tym dobrym sensie. Wyluzowuje w wielu sprawach. Daje też odetchnąć od zwykłej rzeczywistości. W zasadzie trudno to wyjaśnić, bo w sumie niewiele się zmieniło w naszym życiu przez ten tydzień, a jednak było zupełnie inaczej. I właśnie fakt, że trudno wyjaśnić na czym to polega jest tak fantastyczny. Po prostu trzeba tutaj być i zobaczyć na własne oczy, poczuć jak to jest kiedy jest inaczej jednocześnie bez uczucia ingerencji w życie osobiste, bez poczucia stresu i napięcia. Dziękujemy :)

Poza tym, Irlandia zaczyna pokazywać, że już jesień i że zaraz zima zawita. Jednocześnie mokro i duszno, to chyba w niewelu miejscach się zdarza. Jednocześnie moknie się od mżawki i od potu w lepkim wilgotnym powietrzu. I nawet jak się okazuje deszcze wcale nie przeszkadzają w spacerach. Jeszcze nie leje, tylko mży chwilami, więc przejść się i tu i tam można czasami. A chodzić niestety musimy bo poszukiwania nowego pojazdu dla Futraków trwają. Multipla nasza ulubiona w zasadzie na chodzie, ale nie nie ruszamy jej spod domu. I chyba już każdy znajomy i przyjaciel wie, że szukamy czegoś taniego, nie za wielkiego, takiego w sam raz dla nas. A że i my wybredni jesteśmy i nasz zaprzyjaźniony mechanik zna się na rzeczy, to byle czego nie kupimy. Niemniej, jakby ktoś znał jakiegoś kandydata na nowego Futrakowoza, chętnie i my go poznamy :)

Aa.... jeszcze o urodzinach warto wspomnieć, bo ostatnio urodzin wysyp. Dziś na przykład urodziny Stasia i Jasia, najmłodszych Sikorów. Dońka dzielnie nosiła chłopaków, sapała, jęczała, ale naprawdę dzielna była i dała radę dwójce przez całe 38 tygodni. A dziś wielki dzień dla całej rodziny. Kiedy rano będziemy się zwlekać z łóżek Dońka z Piotrkiem pewnie już się będą szykować do narodzin bliźniaków. A za rok chłopaki obejdą pierwsze urodziny razem z Bartkiem, który urodził się kilkanaście lat wcześniej, tego samego dnia.

Chociaż może raczej będą woleli świętować razem z Frankiem, który dwa dni temu skończył równe 10 lat. A jak kończył, w jakim towarzystwie to proszę zobaczyć tutaj. Na zachętę zamaskowany jubilat:

A w przygotowaniach do imprezy brała dzielnie cała rodzina. Nawet najmłodsza członkini zawzięcie podłogi doprowadzała do stanu używalności:

Czy nie za młoda jeszcze, żeby tak odkurzaczem machać? Chyba nie. Niech się przyzwyczaja od "maleńkości" rodziców wspierać. Będzie pociecha na "stare lata" :)

 

piątek, 16 października 2009
Mt 7,20
Przyleciała moja Koleżanka. Dzięki pomocy Mężyny mego i Przyjacielskiego samochodu - dotarła do naszego domu.
Bedziemy chodzić po lumpach i gadać o sprawach o których gada się z Tą Konkretną Koleżanką.
Jak się ostatnio chodzi po mieście, temat niestety jeden... moja była praca...i to co się z nią stało i dlaczemu*.
Dlaczemu? Dobre pytanie, sama chciałam się dowiedzieć już grubo pooonad kilka miesięcy temu, dokąd to ma prowadzić, a ponieważ wyznaczany kierunek mnie zupełnie nie ciekawił a nawet zniechęcał i zobrzydzał - nie kontynuuję już tam zatrudnienia od na prawdę sporej chwili.
Nie pisałam nigdy o mojej pracy negatywnie, bo nie było w niej nic negatywnego, a wręcz odwrotnie, czułam się tam jak ryba w wodzie, i był sens tej mojej pracy -  każdy Człowiek "na pokładzie" był jej sensem [trudno że patetycznie ].
A teraz prawie każdy telefon na moją komórkę, to pytanie właśnie o moją byłą pracę ...(zadzwońcie zapytać po prostu co słychac, albo pozyczyć cokolwiek)...a w sumie o niezrozumiałe działania ex-szefa.... Niezrozumiałe dla wszystkich - i dla mnie też.
Znalazłam dziś kartkę świąteczną od niego - jest osobista, ale to prywatny blog, więc mogę "Dziękuję za wszystko co zrobiłaś dla mnie, za troskę i wyprzedzanie często tego, co mogę zrobić źle. Dziękuję, że tyle wiesz, i że jesteś zawsze tam, gdzie jesteś potrzebna" . Słowa słowami, liczą się czyny i owoce...a wiadomo, że nie będzie gruszek na wierzbie....

Chciałam podziękować serdecznie Piotrowi, że podpisał się pod swoim zdaniem TUTAJ i nie będzie na nas.

Chciałam podziękować K i B, za niezwykły dzień i na prawdę radosne chwile z ich małym słodkim Synkiem :)

Alleluja i do przodu....
Amen.
sobota, 10 października 2009
Dziatki - Muzykanty

Czasami ta mamy, że słuchamy muzyki. No dobra, prawie cały czas słuchamy muzyki. Takiej, siakiej i owakiej. I nie zostaje to bez wplywu na nasze dzieci.

Franek nuci sobie czasami jakieś kawałki reggae, ska albo coś z punka. Zuzka kręci się przy folku, albo skacze i macha głową jak coś ostrzejszego poleci.

A czasami po prostu siadają i śpiewają. Na przykład tak:

albo i tak (lepiej zrobić głośniej bo cicho i nieśmiało się zaczyna):

A żeby jakoś wykorzystać te talenty małych Futraków, Franek od wtorku będzie się uczył grać na trąbce lub innym dęciaku w orkiestrze dętej Waterford Brass. A jak dobrze pójdzie, ja będę się uczył z nim. Za to Zuzkę Iwka indoktrynuje do gry na skrzypcach, i trzeba przyznać że czasami to widać, zdarza się małej Futraczce złapać jakiś kijek albo większy pędzel i grać na swojej gitarze jak na skrzypcach.

Co z tego będzie dalej, to się okaże. Na razie nie przestajemy słuchać dobrej muzyki, a dzieci chcąc nie chcąc też słuchają. Chociaż pewnie raczej chcąc, bo Franek sam czasami jakąś płytkę sobie na górę pożyczy (ostatnio katuje składankę z fanzina Dead Press, przesłuchał ją już ze 20 razy, ja dopiero raz). Zuzka jest na razie skazana na nasze wybory, ale chyba nie narzeka :)

No to czadu!

niedziela, 04 października 2009
Fu-34
34 lata temu...urodził się mój mąż :)
A gdzieś poniżej wkleimy zdjęcie tortu, który zrobił
dziś dla Taty - Franek.
sobota, 03 października 2009
Krucjata anty-cymbałowa :)
To co się dzieje wokół, to jak zwykle masakra..Pisać sie nie chce.
ALE

Do dnia dziesiejszego chciałabym jednak dodać komentarz (nie to żeby wczorajszy koncert KULTU był nieudany...) ale warto Wam powiedzieć, pomimo zmęczenia, przeziębienia i senności....


Byliśmy dziś na wyjątkowej uroczystości. Na ślubie i chrzcie.
Przysięgali sobie dozgodnną miłość w kościele Św. Patryka. Ochrzcili swoją śliczną córeczkę. Podskakiwała wokół wraz z naszą Zuzką ich starsza córka... Wogóle wszystko było tak "blisko". Wszyscy się zgromadzili wokół Pary Młodej, było wesoło, gwarnie i rodzinnie.Wyjątkowo.
Byliśmy zaproszeni też na przyjęcie - obiad rodzinny.
Cieszyliśmy się z zaproszenia, choć zastanawialiśmy się nad tym zaproszeniem... troche zaskoczni.
"Gdyby nie Wy, nie bylibyśmy tutaj. Zainspirowaliście nas" powiedzieli ZGODNIE Państwo Młodzi już sam na sam z nami pod Kościółkiem...
Nie bedzie to pewnie wynikanie jakieś logiczne...ale pewności nie tracimy więc z Krzyśkiem, że zdążamy w dobrym kierunku, zarażamy szczęściem, no i czasem zdarza się albo aplauz (będzie o aplauzie ponizej), albo zaakceptowanie. Albo zupełnie przez zaskoczenie, ktoś powie nam, że go inspirujemy i to dobrze.
Dziękujemy Państwu Młodym! I wierzymy, że teraz będzie INACZEJ bo tak ... bliżej Nieba!

Aaaa zapytacie, czemu, taki tytuł? takiego ---> CYMBAŁA
miałam na myśli :)

A druga sprawa?
Mój mąż przez consensus ordinum został wybrany Prezesem stowarzyszenia prowadzącego szkołę społeczną w Waterford :)
Także aplauz i zaakceptowanie!!

A powyżej - tort weselny dziesiejszej Młodej Pary.
Moja - na prawdę dobra robota. Pyszna :)

Miłości nie udawadnia się słowami.
dobranockaaaaa
wtorek, 22 września 2009
Zrobieni w balona

Wprawdzie pogoda w Waterford jest jak przysłowiony drut, słońce, odpowiednio ciepło, i zupełnie nietypowo jak na ten miesiąc w Irlandii, ale w niedzielę trochę nas aura zrobiła w balona. A miało być tak pięknie.

Najpierw Franek z Dagmarą wybrali się do parku. Potem Dagmara przyjechała na rowerze z wieścią, że w parku rokładają się baloniarze. W kilka sekund skojarzyłem, że właśnie zaczynają się mistrzostwa balonowe i po kwadransie uż byliśmy gotowi (Zuzka, wielka fanka balonów, Dońka, Piotrek i ja - Iwka słabowała więc została w domu). Spacerkiem ruszylismy do parku, znaleźliśmy Franka i Dagmarę i czekaliśmy cierpliwie na start balonów.

I czekalismy.

I czekaliśmy.

Zuzka trochę zniecierpliwiona postanowiła pokazać jak się lata na przykładzie piórka.

 

Niestety, niewiele to dało. Balony nadal nie chciały startować.

W końcu jeden się nadmuchał...

...ale tak nim zaczęło rzucać i pomiatać, że zanim nadmuchał się drugi, cały start odwołano i obeszliśmy się smakiem. Zuzka była trochę zawiedziona, że nie było balona. Chociaż tak naprawdę w pobliżu kręcił się taki jeden najprawdziwszy, żywy balon w postaci Dońki i jej bliźniaków.

Niestety, słoneczko, słoneczkiem ale wiatrek już potrafi przywiać trochę. Cóż, może za rok balony wystartują. Jedny pożytek z tej wyprawy był taki, że dzieciaki nawdychały się świezego powietrza i potem szybko poszły spać :)

A my mieliśmy czas by jeszcze pogadać z naszymi gośćmi. Bo nawiedziły nas dwie artystki, Polka i Niemka śpiewające wiersze Mickiewicza po angielsku. W piątek wystapiły w Bibliotece Głównej, całą sobotę i niedzielę zwiedzały Waterford i okolice, a wieczorami gawędziliśmy sobie przy gitarze i śpiewie.

I tak to nam weekend upłynął. A ten tydzień będzie stał pod znakiem pisania i wysyłania listów. Zaczynamy siać ziarno, zebrane na szkoleniu w Polsce, że takiej metafory użyję. A kiedy plony? Oby jak najszybciej. Będziemy pielęgnować nasz ogródek :)

niedziela, 20 września 2009
Lubię jak coś dobrego się dzieje...

Rita.
sobota, 19 września 2009

Snuć miłość...
Mickiewicz Adam

Snuć miłość, jak jedwabnik nić wnętrzem swym snuje,

Lać ją z serca, jak źródło wodę z wnętrza leje,

Rozwijać ją jak złotą blachę, gdy się kuje

Z ziarna złotego, puszczać ją w głąb, jak nurtuje

Źródło pod ziemią, -- w górę wiać nią, jak wiatr wieje,

Po ziemi ją rozsypać, jak się zboże sieje,

Ludziom piastować, jako matka swych piastuje.

Stąd będzie naprzód moc twa, jak moc przyrodzenia,

A potem będzie moc twa, jako moc żywiołów,

A potem będzie moc twa, jako moc krzewienia,

Potem jak ludzi, potem jako moc aniołów,

A w końcu będzie jako moc Stwórcy stworzenia.

...........
coś cudownego. Wieczór Pezji Spiewanej Adama Mickiewicza.
Nie wiedzialam czego się spodziewać, dlatego ... nie spodziewałam się niczego...
Mickiewicz? po angielsku? do śpiewania?
Było CUDNIE!
Goście już śpią. Mamy na pokładzie Idę i Ritę...
Jutro wieczór z ... gitarami (może dwiema??) u nas przy futraczanym kominku...
Namówię je na powtórkę w niedzielę... Dużo osób dziś nie mogło przyjść do biblioteki.
A ... eh, no warto! ja chce jeszcze :)
*
ps. chór nie dał cynku :( Czekam...
Wiersz powyżej "od czapy" ... nie było go w repertuarze.. W każdym razie..
uważam Mickiewicza na ... nowo odkrytego!
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 32